17-06-2017
Blond Ambition na liście 50 naj koncertów

17-06-2017
Kolejny film?

11-06-2017
10 momentów kiedy Madonna wspiera LGBT

11-06-2017
Patrick Leonard wyda instrumentale?

04-06-2017
Madonna u szczytu zestawienia Billboard








"MDNA" - recenzja "Attitude"


Na końcu klipu do Give me all your luvin' pojawia się zabawny moment, kiedy Madonna rzuca na bok lalkę, którą trzymała przy piersi. Nie jest to delikatna sugestia, że Madonna zaczyna od nowa ze swoją wierną gejowską publicznością i dziewczynami sprzed lat, ale jest to na pewno wystarczająco komiczny moment. Imprezująca Madonna wróciła i chce abyśmy o tym wiedzieli.

Zaproszenie do współpracy Martina Solveiga, Benny’ego Benassi, The Demolition Crew i znawcy, jeśli chodzi o współpracę, Williama Orbita MDNA daje nam dawkę tego, co ona potrafi najlepiej. Może wydawać się, że jest tam tylko muzyka taneczna, ale jest też dużo odwołań do twórczości Madonny.

Girl Gone Wild, najmocniejszy utwór popowy, hicior na albumie, zaczyna się odniesieniem do Act of Contrition z albumu Like a Prayer. Kiedy słucha się utworu, to można odnieść wrażenie jakby dużo ostatnio słuchała Rihanny, ale kto by tam zwracał na to uwagę. Madonna wprowadza swój pomysł, tworząc tym samym piosenkę będącą hymnem imprezowym,czyli to co robi najlepiej. Jest to utwór, przy którym każdy, począwszy od twojej trzyletniej siostrzenicy, aż po 60letnią matkę poderwie się na parkiet. Większość MDNA traktuje o tym, aby po prostu dobrze się bawić, ale pomimo tego jest to mroczny album. Jeśli Like a Prayer było jej płytą rozwodową, a Hard Candy było obciążone faktem, że związek Madonny z Guyem Ritchiem się rozpadał, to MDNA - jest pokazaniem środkowego palca temu małżeństwu, jak i całemu życiu w tym związku, a także częściowo jej samej, za to, że straciła trochę osobowość będąc w związku... Madonna stara się odtworzyć to kim jest i musi także uporać się z kilkoma wewnętrznymi demonami. Piosenka o dziwnym tytule Gang Bang pokazuje nam Madonnę, która w śpiewa w dziwny, teatralny sposób cedząc słowa o tym, że mści się na kochanku, który zrujnował jej życie. Shot you dead, shot my lover in the head…I’m going straight to hell…I’ve got a lot of friends there stwierdza poważnie zanim krzyknie Drive bitch, die bitch!. Jest to trochę głupie, a trochę zaskakujące, w pewien sposób zabawne i jednocześnie bez sensu, ale zapewnia albumowi jeden z istotnych składników sukcesu Madonny, na który nie wpadła cała konkurencja poza Lady Gagą – teatralność.

I don't Give A wyprodukowane wraz z Martinem Solveigiem jest jednym z majstersztyków na albumie. Zaczyna się od opisu zwykłego dnia, potem staje się bardzo szczery i na końcu okazuje się być besztaniem się krytyków. Kochaj ją lub nienawidź, Madonna wypracowała swoją markę, pokazując środkowy palec właściwie każdemu. Wake up, this is your life, children on your own, gotta plan on the phone, meet the press, buy a dress, do all this to impress…do ten things at once and if you don¹t like it I don¹t give a…. Tutaj też wyraźnie odnosi się do swojego byłego męża I tried to be the perfect wife…I diminished myself…it swallowed me…if I was a failure then I don’t give a…. Piosenka tworzy genialne, chóralne, prawie w stylu Tima Bartona, stwierdzenie.

Najsilniejszą część albumu utrzymuje Turn Up The Radio, które zaczyna się jak delikatna ballada, gdzie Madonna prosi słuchacza, aby się na chwilę zatrzymał i aby oderwał się od świata poprzez muzykę. Może się to wydawać oklepane, ale jest w tej prostocie zapowiedź czegoś nagłego i gwałtownego co za chwilę nastąpi. Utwór przechodzi w najbardziej pulsujący moment na albumie, stając się jego punktem kulminacyjnym i stwarzając zagrożenie wybuchu głośników. Niektórzy uznają to za pospolite, ale Madonna robi to na swoją modłę, a fani będą się cieszyć z tego, że mają piosenkę do tańca, która zapełni kluby i szczęśliwie zakończy swój żywot w kolejnym sezonie Glee.

Kolejnym istotnym punktem albumu jest Superstar, z pewności najbardziej urocza piosenka, jaką Madonna wypuściła od czasu Cherish. Rozkręca się , stając się otwierającym lato hymnem, z hipnotyzującym refrenem, i okazuje się być seranadą na cześć nowego kochanka. Jest to prosta i ładna piosenka, idealna, aby śpiewać ją na letnich koncertach – i z pewnością zasługuje na to aby wydać ją na singlu.

MDNA kończy się jak ostatnio wszystkie albumy Madonny – bardzo melancholijnie, począwszy od współprodukowanej z Orbitem Falling Free - jedna z najsmutniejszych piosenek, jakie kiedykolwiek Madonna napisała, poprzez autobiograficzne I Fucked Up na wersji deluxe i towarzyszące im Beautiful Killer - radosny, w stylu lat 80tych, zaprawiony smyczkami hołd dla francuskiego aktora Alain’a Delon.

W sumie album może nie ma w sobie tej popowej intensywności co Confessions, nie jest to także niesamowita nowość lub muzyka eksperymentalna – jaką lubią krytycy, ale jest to zabawny pokręcony, taneczny i pełny teatralności album. Jest tym, na co fani czekali: kawał dobrego albumu, by wynieść ją z powrotem na właściwe miejsce, wystarczy, aby mogła powiedzieć swoje przeciwniczce Lady Gadze- szach mat!, która pomimo swojej błyskotliwości nie daję wam piosenek, przy których się tak łatwo tańczy jak przy tych. Czy Madonna nadal dzierży berło Królowej, jak paplała gdzieś Nicki Minaj?.

Jednym z argumentów MDNA jest fakt, że trudno twierdzić, że nie.

4 GWIAZDKI ****

[Informacja dla Little Monters: Lady Gaga jest też czadowa. Nie zabijajcie nas.]

MDNA ukaże się nakładem Interscope 26 marca.

. źródło: Matthew Todd, Attitude Magazine kwiecień 2012