10-12-2017
Madonna u Kelly i Ryana - nowy album w 2018?

07-12-2017
Madonna w Live with Kelly and Ryan

03-12-2017
Boy George zaprasza Madonnę do Vegas

03-12-2017
Morrissey vs. Madonna

03-12-2017
Kobiety Billboardu






Otwarty List do Madonny: Dziękuję Ci, Matka matce.





Droga Madonno, Dziękuję.

Na początku tego tygodnia, po miesięcznym pobycie w Malawi, moja rodzina wróciła do domu w Kalifornii z naszym nowo adoptowanym synem, Markiem Davidem Vasco Fitzmaurice Possley.

Jego adopcja nie byłaby możliwa bez ciebie i odważnych działań podjętych w Malawi w zeszłym roku, kiedy tamtejszy Sąd Najwyższy odmówił adopcji twojej drogiej córki Chifundo „Mercy” James.

Nie odeszłaś z kwitkiem.  

Nie zadowoliłaś się  ich argumentem, że twoja adopcja Mercy będzie zachęcać do handlu ludźmi. Nie zgodziłaś się, gdy powiedzieli, że Mercy  będzie dobrze w domu dziecka bez miłości rodziny z zagranicy.

Gdy odwołałaś się od krótkowzrocznego orzeczenia, a następnie wygrałaś proces o zatwierdzenie adopcji Mercy w sądzie apelacyjnym Malawi,  ustanowiłaś precedens, który otworzył drzwi dla innych amerykańskich rodzin do przyjęcia około 1 miliona dzieci osieroconych w wyniku HIV, AIDS i innych chorób (w groteskowej obojętności na cierpienia najsłabszych wśród nas).

Twoje działania utorowały drogę dla rodzin, które mogą być utworzone pomimo tysiąca kilometrów, przez lasy dyplomatycznej biurokracji i pozornie niemożliwej przepaści kulturowej.  

Mój mąż i ja spotkaliśmy się z Vasco w październiku 2007 r., podczas gdy jechaliśmy na wakacje w Afryce. Kilka lat wcześniej przekazaliśmy darowiznę na rzecz organizacji w Blantyre, która  pracuje z 60000 dzieci, które żyją na ulicach Malawi - zdecydowana większość z nich, jak dobrze wiesz,  jest sierotami z powodu AIDS.

Byliśmy w Malawi przez około 48 godzin i przez większość pierwszego dnia naszej wizyty z kilkudziesięcioma nastoletnimi chłopcami w ośrodku społecznym w Limbe - dziećmi ulicy, w żargonie Malawi .  

W drodze powrotnej do motelu w Blantyre, nasz przewodnik zapytał, czy mielibyśmy coś przeciwko ostatniemu przystankowi, aby odwiedzić dziecko ulicy, które w jego słowach jest specjalne.  

Jechaliśmy na lotnisko okręgi Chileka, zjeżdżaliśmy błotnistym nabrzeżem w dół i zobaczyliśmy lepianki. Nasz przewodnik krzyknął coś i usłyszeliśmy piskliwy chłopięcy  głos  krzyczący „Idę!” w Chichewa, jego języku ojczystym.

Przyszedł ten mały chłopiec Vasco - drobny, chudy – ważył może 35 funtów, cały mokry - z wielkimi oczami i uśmiechem, które rozerwałyby ci serce na pół. Miał osiem lat, ale był wzrostu amerykańskiego pięciolatka.

Podczas wizyty u Vasco, który mieszkał samotnie na ulicach Blantyre od miesięcy po śmiericjego matka i ojciec,  siedział na moich kolanach. Kiedy przycisnął kościste plecy  do mojej piersi, jego serce biło tak mocno, że trzęsło jego drobnym ciałem i poruszało moim. Przyjrzałam się mu dobrze i zauważyłem, że się pocił i usiłował złapać oddech nawet gdyby spał, kiedy przyjechaliśmy i nie biegł  lub  bawił się. Co się z nim dzieje? - zapytałam. On ma dziurę w sercu- powiedziano nam.

W czasie, który pozostał nam w Malawi, mój mąż i ja staraliśmy się  zorganizować mu pomoc medyczną dla Vasco, ale nie było żadnej. Kiedy wyjeżdżaliśmy , aby kontynuować urlop w Afryce Wschodniej (którą wygraliśmy w loterii - naprawdę), zatrzymaliśmy się, aby zobaczyć Vasco po raz ostatni. Przytuliliśmy go czule, powiedzieliśmy, że go kochamy, a potem wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się na lotnisko.

Gdy samolot wystartował i spojrzałam w dół na to afrykańskie miasto, myślałam o setkach razy gdy wystartowałam z amerykańskich lotnisk,  wiedziałam, że jeśli Vasco byłyby jednym z  najbiedniejszych dzieci w USA - nawet bezdomnym sierotą – to  on byłby  tej nocy w szpitalu  pod opieką lekarzy. Zacząłem płakać, a potem jęczeć, robiąc scenę w czasie powrotnego lotu do Kenii.  

Moje łzy były napędzane przez sprawiedliwy gniew, wiedząc, że Vasco prawdopodobnie umrze grzesznie przedwczesną śmiercią, bo był biedny i z Afryki. To jest najgorszy rodzaj niesprawiedliwości.

Czułam się bezsilna, bezradna. Wtedy przypomniałam sobie coś, co przyjaciel naszej rodziny Bono powiedział mi kilka lat wcześniej: Nie możemy zrobić wszystkiego, Cathleen, ale co możemy zrobić, musimy zrobić. Nie mogłam sama naprawić  jego serca, ale mogłam opowiedzieć jego historię.

Kiedy wróciliśmy  do Chicago, gdzie wtedy mieszkaliśmy, opowiedziałam historię Vasco na stronach Chicago Sun-Times ,  gdzie byłam felietonistką. Felieton opublikowano w piątek rano. Do sobotniego popołudnia trzy szpitale zaoferowały się by dokonać operacji na  sercu Vasco za darmo, jeśli tylko możemy zabrać go do Chicago.

Minęło 18 miesięcy zanim trafił do szpitala, ale  29 kwietnia 2009, Vasco przybył do Chicago. Dwa tygodnie później zagorączkował, kiedy byliśmy w kościele w Dzień Matki (ponieważ Bóg ma poczucie chwili, podobno). Następnego dnia, lekarze stwierdzili, że jest chory na malarię.  

Zakażenie, o którym  się dowiedzieliśmy, ma dwutygodniowy okres inkubacji. Vasco miał malarię już dwa razy przedtem w Malawi i prawie go wtedy zabiła. Gdyby zagorączkował przed wyjazdem z Blantyre, nie byłby w stanie podróżować i mamy wątpliwości czy by dziś żył.    

Operacja przesunęła się o ponad miesiąc z powodu leczenia malarii, jak i pozbywania się innych  pasożytów jakimi zakażony był Vasco. Poznaliśmy go lepiej  w czasie kiedy  przebywał  u nas w domu  pod Chicago. Zobaczyliśmy niesamowitą  osobą, jaką jest – niesamowicie inteligentny i ciekawy świata, głęboko intuicyjny i współczujący, uduchowiony, przyziemny i tak bardzo zabawny.  

Dowiedzieliśmy się także więcej o jego życie będzie wyglądać po operacji i powrocie do Malawi.

Plan był taki, by przywieźć go do Chicago na operację, a potem odesłać go do domu. Nie miało znaczenia, że pokochaliśmy się go lub, że może naprawdę przydałaby mu się rodzina, rodzice,  miłość i poczucie bezpieczeństwa. Powiedziano nam, że międzynarodowa adopcja, była ponad wszystko niemożliwa.    

Modliliśmy się o odpowiedź,  inne wyjście z sytuacji, ewentualny plan ewakuacji i czekaliśmy, równie pełni nadziei jak i strachu.  

Vasco został poddany  udanej operacji na otwartym sercu w dniu 10 czerwca 2009 w szpitalu Children’s Hope w Oak Lawn, Illinois, na obrzeżach Chicago.

Dwa dni później, kiedy miał być przeniesiony z intensywnej terapii do normalnej sali szpitalnej. Wtedy usłyszeliśmy wiadomość, że Najwyższy Sąd Apelacyjny Malawi High unieważnił decyzję  sądu niższej instancji i zatwierdził adopcję Mercy.  

Precedens prawny! Cud!  

Otworzyły się drzwi i sposób na stworzone dla nas rodziny zgodnie z literą prawa. To był stworzony przez micwy wielu ludzi (i boskie) ręce, w tym Ciebie.  

Wkrótce po tym Vasco wypuszczono ze szpitala, przenieśliśmy się do Laguna Beach w Kalifornii i rozpoczęliśmy  procedurę adopcyjną. Najpierw staliśmy się jego opiekunami prawnymi w Malawi, potem przyszedł okres miesięcy biurokratycznych formalności po obu stronach świata. Sporządzono raport socjalny, FBI zebrało do nas odciski palców, zebrano rekomendacje od znajomych, rodziny, naszego pastora, naszego rabbiego. Znacie ten proces.

Tymczasem Vasco mocno rozkwitał. Urósł więcej niż sześć cali i przytył więcej niż 30 funtów. Rozpoczął po raz pierwszy naukę w szkole, a jego postępy przerosły oczekiwania wszystkich, uczenie się języka angielskiego i  czytania w krótkim czasie, gra w piłkę nożną w miejskim zespole mistrzowskim, nauka pływania i jazdy na rowerze, na snow boardzie, na deskorolce, a nawet surfowania.  

Do wczesnej wiosny, wszystko było gotowe. Czekaliśmy tylko na dzień, kiedy sąd Malawi zalegalizuje adopcję.

Pod koniec ubiegłego miesiąca cała nasza trójka - Vasco, mój mąż i ja - powróciliśmy do Malawi na przesłuchanie w sprawie adopcji.  Modliliśmy się do Boga o łaskę i miłosierdzie i staraliśmy się nie panikować.

Z sercem w gardle, 1 czerwca weszliśmy do pokoju sędziego John Chirwy Sądu Najwyższego w Blantyre. Sędzia zaczął czytać jego orzeczenie i w mniej więcej  w połowie  zaczęłam płakać łzami radości, gdy Chirwa ogłosił, że był prawnie zobowiązany  decyzją  w sprawie Mercy James w tworzeniu jego orzeczenia.  Dlatego też  zatwierdził naszą adopcję.  

Z powodu Mercy.
Z twojego powodu.  

Vasco ma teraz na zawsze rodzinę. Mam pięknego, zdrowego, szczęśliwego syna - moje pierwsze i jedyne dziecko. Jesteśmy błogosławieni i wdzięczni bardziej niż słowa mogą to wyrazić. Bogu i tobie.  

Błogosławieństwo, które pomogłaś stworzyć nie skończy się  na nas. Opowiadamy historię Vasco każdemu, kto chce słuchać  i tworzymy plan dla  innych amerykańskich rodzin w święta podróży do adopcji dzieci z Malawi, które  potrzebują  ich  rozpaczliwie.

Z głębi serca nowej matki, dziękuję ci.  

Za twoją hojność serca i ducha, jak również za twoją wytrwałość, odwagę i bezczelność - tak jak biblijna królowa Estera, której imię trafnie przyjęłaś za jedno z własnych - dziękuję.

Byłaś potężnym statkiem chisomo - łaski - w naszym życiu. A  w moim sercu, zawsze będziesz wróżką-matką chrzestną Vasco.  

Niech cię Bóg błogosławi, Madonno.  Zikomo kwambiri, amai.

źródło: Huffington Post
Tłumaczył Mariusz T.